Ostatnio ni stąd, ni zowąd spojrzałam na ręce osoby, która wydaje mi się niezwykle silna i zdeterminowana, niesamowicie pewna siebie i wręcz zaborcza. To był zupełny przypadek, bo właściwie podążałam wzrokiem gdzieś indziej. Zatrzymałam się jednak w pół drogi. Te ręce, które miały być duże i mocne, jak sobie intuicyjnie zakładałam - gdyż, szczerze, bywało nawet, że bałam się tej osoby - okazały się zupełnie inne. Małe, trochę nieproporcjonalne, dziwnie gładkie - jak u dziecka. Nieskalane pracą, na pewno zaś nie pracą fizyczną. Przy tym też nie były tak urokliwe jak ręce wyjątkowych artystów czy intelektualistów, oni miewają naprawdę piękne dłonie. Nie. Ręce tej osoby, której nie brak przecież, jak myślałam, pewnej wrażliwości i smaku, przez głowę której zapewne przepłynęło wiele wzniosłych i głębokich myśli - te ręce były zupełnie niepozorne. Były nawet trochę śmieszne czy groteskowe w kontekście całej osoby ich właściciela.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz