Jak wyżej.
Wyjeżdżam. Mam nadzieję, że prędko nie wrócę do Bezzasadna. Urocza miejscowość, jak każda sanatoryjna, jednak przez związek z chorobą ma się zawsze do takich miejsc nieco mieszane uczucia.
W razie czego mam tu zaklepane miejsce - co również w pewnym sensie daje poczucie niepewności...
Wyjeżdżam.
wtorek, 3 lutego 2015
piątek, 2 stycznia 2015
Добре, дуже добре
Kiedy ogarniam myślami miniony właśnie rok, to najczęściej mam głębokie poczucie, że było ciężko, stresująco, nie podołałam wielu zadaniom, jakie sobie narzuciłam, i nie zrealizowałam większości postawionych celów. Pierwsza połowa roku 2014 jawi mi się jako, cóż, powolne duszenie się we własnej skórze. Gdy jednak spróbowałam przypomnieć sobie, co mi się udało, to okazało się, że da radę. W czasie uciekania od problemów zdołałam zrobić kilka fajnych rzeczy, a potem już w połowie roku jeden ważny krok spowodował małą lawinę dobrych rzeczy. Oto bilans:
- zorganizowałam fajną grupę dziewczyn na jednym z kierunków, wiem, że one same między sobą - bardziej niż ja z nimi - zbliżyły się i może to będą przyjaźnie na lata
- ja z kolei zbliżyłam się do starych znajomych - stworzyłyśmy świetne relacje wokół wspólnej przestrzeni jednej z nas
- podczas pracy nad dużym projektem poznałam bliżej dwie świetne osoby, pracowite, sumienne, posiadające dużą wiedzę i pasję do tego, czym się zajmują - to pomogło mi sprecyzować, jaka sama chciałabym kiedyś być
- przyjrzałam się i przekonałam do dwóch terytoriów - wirtualnie do nielubianych dotąd, bo postrzeganych stereotypowo i jednostronnie, Stanów Zjednoczonych (gdzie znalazłam kilka punktów na mapie dla siebie, zwłaszcza w kontekście zagadnienia rdzennej ludności amerykańskiej) oraz już realnie do Bieszczad (to było również pokłosie fascynacji Bohunem), za którymi również do wszystkiego tego, co w pewnym sensie prowincjonalne (zwłaszcza wczesną wiosną - jak marzenie)
- przełamałam strach, poznałam chłopca, który mi się spodobał, a potem umówiłam się z nim na randkę
- pierwszy raz od lat kąpałam się w morzu i od sierpnia zaczęłam dość systematycznie uczęszczać na basen
- otworzyłam się na Wschód, na Ukrainę: jej folklorystyczną estetykę, muzykę ludową i alternatywną, poezję Szewczenki, twórczość Andruchowycza i artystów R.E.P., ogrom zagadnień społeczno-politycznych w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej, a także naszą wspólną historię związaną z czystkami na Kresach itd., to wyrobiło we mnie też dość mi dotąd obce poczucie patriotyzmu, świadomość polskości
- nauczyłam się cyrylicy ukraińskiej
- wyspowiadałam się
- zaczęłam nosić sukienki
- zostałam tutorem w Akademii Przyszłości
- przerzuciłam literaturę dotyczącą arte terapii, pracy z dziećmi, przejrzałam masę inspiracji w internecie, po czym zaczęłam malować, rysować, wycinać, organizować twórcze zabawy dla dzieci, co pobudziło we mnie długo już uśpione pokłady kreatywnego myślenia
- nauczyłam się obsługiwać prawdziwą, włoską kawiarkę
- w ostatnich chwilach 2014-go pokonałam własne ograniczenia smakowe i spróbowałam sushi, posługując się koreańskimi pałeczkami, niesamowite
- blog ten - cóż - wypracował we mnie specjalny, okazjonalny sposób mówienia, trzeba przyznać, choć szczery, to nieco zmanierowany sposób ekspresji, pośredni między intymnym pamiętnikiem a blogiem pisanym pod nazwiskiem, nazwałabym to intymnością w trybie incognito
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)