Nie lubię być związana sztywnym zestawem reguł. Żadnym zestawem. Zawsze chce się wtedy zrobić coś, co jest z owymi regułami sprzeczne, choćby ot, dla (innej) zasady. Nie znoszę, gdy ktoś próbuje mnie zakotwiczyć w jednym światopoglądzie i spętać normami obowiązującymi wszystkich wyznawców. Zwłaszcza bezsensowne wydaje się to wtedy, gdy zwornikiem takiego światopoglądu jest coś, o czym przeciętny wyznawca zupełnie nie ma pojęcia. Racjonalnego pojęcia czy w formie objawienia, jakiegokolwiek. Te wszystkie późniejsze gadki-szmatki o otwieraniu się na niepożądane, sprzeczne z wyznaniem działanie... to zasiane ziarno niepewności, którego nijak nie da się wyjaśnić, zrozumieć, poczuć, domyślić... Jest jak skalanie naszego pięknego świata.
Dla mnie idealny świat jest ulepiony ze wspomnień - mieszaniny przeczytanych książek o odwadze, sile, miłości i czarach, obejrzanych bajek i historyzujących seriali lat dziewięćdziesiątych, wyobrażeń o mojej książce opowiadającej o grupie szlachetnych średniowiecznych wojowników-pielgrzymów. To świat, w którym mimo radykalnych sił (dobro-zło) kreowanych głównie przez samych ludzi, można pozostawać w bezpiecznej sferze uczciwości wobec siebie i świata, w obszarze złotego środka. Świat, który nie jest ani zły, ani dobry dla nas, który po prostu istnieje obok i w zależności od tego, jak kształtujemy swą wrażliwość - istnieje również w nas samych. Świat, który komunikuje się z człowiekiem, jeśli ten nastawi ucha lub wytęży wzrok. Świat posiadający w sobie ogromną siłę, energię, wewnętrzne jądro, z którego pochodzi siła. Skończony, ale jawiący się jako nieograniczony. To nie tak, że Boga tu nie ma. Wręcz odwrotnie, jest wszędzie, chociaż nie jest synonimem świata.
Zatem nie dajmy się zwariować, chce mi się apelować w głos zawsze, gdy stykam się z wyznawcą zbyt sztywnego kanonu reguł. Uważam, że świat przemawia na wiele sposobów, a by wzrastać i stać się w pełni godnym tej ziemi człowiekiem, nie należy tracić wzorku i słuchu wobec przejawów, które budzą w nas lęk, niepewność, podejrzenie. Jeśli nie wiesz, jak wygląda krzesło, możesz wziąć je za zwyrodniałego psa, choć dla wiedzącego będzie to oczywisty absurd. Nie musisz od razu siadać na tym krześle, może być przecież uszkodzone. Jeśli nigdy krzesła nie widziałeś na oczy, możesz nie przypuszczać, że trzy nogi to niewystarczająco, by utrzymać twój ciężar. Grunt to być ostrożnym, utrzymać równowagę. Ust świata jest wiele i kto ma uszy, niech słucha - jeśli jest odważny.
poniedziałek, 22 września 2014
niedziela, 14 września 2014
Bezsilność
Dom i zagroda wysprzątane na błysk: żadnej warstwy kurzu, ubrania poskładane w kostkę, po dawnym burdelu na dnie szafy ani śladu, skarpetki zwinięte w parach, rozdzielone na te cieplejsze i te na teraz, książki znów poprzestawiane, układ kolorystyczny okazał się zupełnie niefunkcjonalny, więc teraz prezentują się na półkach według tematów, okładki w jedną stronę, tak, by nie przechylać głowy to w prawo, to w lewo, specjalna półka na pozycje jeszcze nieprzeczytane, zakupione gdzieś przy okazyjnej cenie, cała biżuteria posegregowana, przerzedzona, poskładana na specjalnych wieszakach w szafie, zaoszczędzone miejsce w szufladzie przeznaczone na inne duperele pałętające się do tej pory w różnych zakurzonych zakamarkach, martwa część pokoju, pusta ściana, przyozdobiona stymulującymi obrazami pełnymi słońca i zieleni, biurko prostopadle do okna, przodem do drzwi, jednocześnie tak, by nie blokować przepływu energii między drzwiami wejściowymi a balkonowymi.
No i, kurwa, co z tego. Jak widać, życia nie da się zreformować tak łatwo jak przestrzeni. Te wewnętrzne demony zalęgły się chyba gdzieś głębiej, w ścianach czy pod podłogą.
No i, kurwa, co z tego. Jak widać, życia nie da się zreformować tak łatwo jak przestrzeni. Te wewnętrzne demony zalęgły się chyba gdzieś głębiej, w ścianach czy pod podłogą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)