poniedziałek, 31 marca 2014

Dzisiaj to wczoraj godzinę temu

Oj, Jezus Maryja, co to wczoraj było! Ciężko stwierdzić, gdzie wczoraj się zaczęło, mam wręcz wrażenie, że wczoraj to jakiś pokaźnej długości tunel, do którego można wołać, wysyłając w eter na przykład jakieś bezzasadne pytania, a potem nasłuchiwać pokracznego echa, które ni to jest wracającą wątpliwością, ni konkretną odpowiedzią. Czasami mimo wszystko z owego tunelu przybywa coś więcej, niźli tylko głuchy pogłos. Bywa, że człowiek. Grunt to chyba zorientować się w czas, że może być to forma odpowiedzi na wykrzyczane pytanie. Jeśli o mnie chodzi, to chyba nie potrafię odpowiednio zinterpretować tych znaków tudzież rozpoznaję je zbyt późno. I tak właśnie mijam się z odpowiedziami.

Jest jeszcze kwestia ogromnego zmęczenia. Unosi się ono w powietrzu jak kłębiaste chmury i krąży wokół głowy: wzrok staje się zamglony, a na rzęsach osiadają ciężkie krople. Zmęczenie wydaje się więc jak gdyby zupełnie zewnętrzne. Jest ciałem obcym zdolnym bezszelestnie związać ręce i nogi, przycisnąć do najbliższej poziomej płaszczyzny i - póki co - nie opuszczać. W tym momencie sprawia, że tak beznamiętnie mi się pisze, jakby wszystkie słowa odfrunęły.

sobota, 29 marca 2014

Typowo bezzasadna myśl

Można powiedzieć na tyle różnych sposobów, jaka przyjemność tkwi w niemyśleniu. Dzisiaj było tak, że z daleka upatrzyłam sobie obraz i szłam ku niemu, w ogóle nie próbując go ogarnąć wzrokiem. Moje spojrzenie padło na pisany ręcznie wyraz na płótnie, złożony z dziwnie spętanej nici, pętelki, zawijasa, aż do końca drogi nieczytelny, niezrozumiały. Do końca też powstrzymywałam się przed próbą poskładania połączonych liter w sensowny wyraz. Jak gdyby nie wystarczyło, że wśród masy obrazów dookoła skupiam się na jednym, nawet jego nie próbując rozszyfrować. Ten tajemniczy wyraz zniósł dzielnie moje uporczywe spojrzenie, po czym skapitulował i przemienił się w znaczenie: ścięcie.

Obrazy panują nad nami niemiłosiernie. Sterują naszymi umysłami, jak im się żywnie podoba.

Tymczasem później podszedł do mnie pewien łysiejący, choć młody jeszcze facet. Cześć, pamiętasz mnie? Skąd, u licha. Nie? Powinnam? No, jak to, grałaś w zespole! Och, tak, tak. I co z tego? Jestem sąsiadem, byłem sąsiadem. Stara historia, wszystko się pozmieniało. Spomiędzy dłoni dolatywał do mnie delikatny zapach cappuccino. Zza szyb zerkała na nas nocna ciemność. Hałas, taki, jakiego się nie zauważa, ale próbuje przekrzyczeć. Taki, który dobrze mi się kojarzy z pamiętnikami pewnej bardzo inteligentnej, przebojowej, kreatywnej kobiety, która wyszła za swojego wykładowcę, a poza tym była lesbijką. Pamiętałam tego faceta. Ale zignorowałam go kiedyś bezczelnie, w sumie trochę ze strachu. No, nie wiem - tak się ludzi nie powinno traktować.

środa, 26 marca 2014

Jedno zdanie

Grałam w internetową układankę tak długo, aż poddałam się mechanicznym, bezrozumnym działaniom i przestałam wiedzieć, na czym owa gra polega, a myśli, wspomnienia i rozmaite imaginacje zaczęły przelewać się strumieniem przez moją głowę jak podczas snu.

wtorek, 25 marca 2014

Z deszczem w tle

Nieustający, miarowy szum deszczu ma na mnie większy wpływ niż kilka lat innej czasoprzestrzeni, zintensyfikowanej, zaplanowanej, poruszającej, dostępnej na dużym ekranie. W filmy wchodzę na, zdawałoby się, małą chwilę i tylko w ten sposób mogę uwolnić się od rytmu, z którym jesteśmy stale sprzężeni. Przeżywam tam różnorakie emocje w najświetniejszy sposób - prawie w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy. Trochę czuję się oszukiwana, manipulowana, przez to słaba, zwłaszcza gdy coś mnie doprowadza do łez i pojawia się ta stanowcza granica plus cichy głos: zachowuj się, ale generalnie poddać się takiej grze, stać się dobrowolnym pionkiem w nudnym, beznamiętnym życiu przeciętnego człowieka to przecież niebywały luksus.

Tymczasem deszcz cichnie za oknem, szum się uspakaja. Nie przestawaj, kap jeszcze głośno i szybko, kap długo, niestrudzenie, gęsto. Taki szum płynącej wody jest niesamowicie uspakajający, zapewnia dziwne poczucie bezpieczeństwa, gdy leży się pod ciepłą kołdrą: tam jest zimno i nieprzyjemnie, ale ja jestem tutaj. Czy dlatego lubimy tak deszcz na zewnątrz?

Wszystko ucichło już prawie zupełnie. Gdzieś w okolicach skroni co chwilę pojawia się jeszcze krótki, przenikliwy ból, stopy trochę marzną przy uchylonym oknie, powieki zaczynają ciążyć. Zbawienny sen tuż za progiem czeka na swoje pięć minut. Koniec myślenia o głupotach, czas odtworzyć całe dzisiaj, a za chwilę współtworzyć ze światem jutro.

poniedziałek, 24 marca 2014

Ręce

Ostatnio ni stąd, ni zowąd spojrzałam na ręce osoby, która wydaje mi się niezwykle silna i zdeterminowana, niesamowicie pewna siebie i wręcz zaborcza. To był zupełny przypadek, bo właściwie podążałam wzrokiem gdzieś indziej. Zatrzymałam się jednak w pół drogi. Te ręce, które miały być duże i mocne, jak sobie intuicyjnie zakładałam - gdyż, szczerze, bywało nawet, że bałam się tej osoby - okazały się zupełnie inne. Małe, trochę nieproporcjonalne, dziwnie gładkie - jak u dziecka. Nieskalane pracą, na pewno zaś nie pracą fizyczną. Przy tym też nie były tak urokliwe jak ręce wyjątkowych artystów czy intelektualistów, oni miewają naprawdę piękne dłonie. Nie. Ręce tej osoby, której nie brak przecież, jak myślałam, pewnej wrażliwości i smaku, przez głowę której zapewne przepłynęło wiele wzniosłych i głębokich myśli - te ręce były zupełnie niepozorne. Były nawet trochę śmieszne czy groteskowe w kontekście całej osoby ich właściciela.

czwartek, 20 marca 2014

Ciężar nieważkości

Ostatnio tak szybko wszystko mija. Wszelkie starania, zabiegi, szereg działań mających prowadzić do jakiegoś celu powoduje tyle poruszenia, tyle szumu, by po chwili odejść w zupełne zapomnienie. Ale nie jest to dziwnie triumfalny moment jak ten w Pompejach. Przede wszystkim wydarzenia gubią swoją chronologię. Średnia wrażeń ze spotkań z ludźmi, wrażeń z obejrzanych filmów, z zasłyszanych wykładów, podsłuchanych rozmów, wrażeń z miejsc pełnych ludzi i hałasu, który miał być czymkolwiek innym, konkretnym - ta średnia jest niejednoznaczna, zmienna, jest błędem w systemie. Cały ten kocioł to misternie ważony lek na momenty samotności, które są chwilami absolutnie demaskującymi mnie, czyli wszystko - i nic.

Człowiek pozostawiony sam sobie, sam dla siebie, sam przed sobą - to człowiek jawiący się sobie w prawdzie. Człowiek nagi, bo nieubrany w relacje. Nagość budzi w nas zawsze trochę wstydu i niepewności, a z drugiej strony fascynuje. Jednak nie można pozostawać nagim nieustannie, bo grozi to przemarznięciem - tak samo samotność dobra jest, jeśli się ją odpowiednio dozuje, zaś na dłuższą metę - ciężko. Czy to w ogóle wykonalne? I czy ciężko jest być bez ludzi, czy ciężko jest być tylko ze sobą? A może to jedno i to samo.

Lubię być sama, jednak coraz trudniej jest mi znieść własną osobę. Po tym, jak straciłam punkt odniesienia (a może nigdy go nie odnalazłam), nie potrafię postawić kropki kończącej zdanie, to znaczy zamknąć coś i przytwierdzić. Nie ma do czego. Myśli łączą się jeszcze jakoś, ale im dalej, tym bardziej odrywają się od gruntu, który może okazać się nagle ścianą, sklepieniem albo tylko nietrwałym obłokiem, chmurą. Tracę wiarę w istnienie spójnego, zamkniętego systemu - a może we własny rozum.

wtorek, 18 marca 2014

Biologia wygrywa

Jednym z głównych pytań, z jakimi się borykam od dłuższego czasu, jest pytanie o świadomość i prawdziwość przeżywania. Okazuje się bowiem, że egzystencjalne zapaści, dekadenckie upadki ducha itd. bywają nie do zniesienia, nie pozwalają funkcjonować wśród ludzi, natomiast w kilka dni później po nich ani śladu. To znaczy, budzę się słonecznego dnia kilkadziesiąt godzin po tym, jak stwierdziłam, że od wszystkiego, czym się zajmuję, powinnam niechybnie uciec na zawsze - i nic. Wstaję, robię swoje, części jak zawsze nie robię, wewnętrzny hałas jest wyciszony, myśli są jasne i poukładane, mogę żyć. Śpię, bo jestem zmęczona, a nie dlatego, że chcę się od czegoś oderwać.

Im większa burza za mną, tym mniej pamiętam, na czym polegała. To jak: im większy ból mnie dopadł, tym mniej potrafię sobie potem wyobrazić to odczucie.

poniedziałek, 17 marca 2014

Poddaję się

Mam już trochę dosyć wiecznej interpretacji. O to się rozchodzi od dobrych kilku miesięcy bezpłodnego oglądania obrazków, czytania wierszyków, słuchania piosenek. Tym właśnie stają się dzieła wszelakie, jeśli nie zaszczycić ich rozumieniem. A jeśli są naprawdę wielkimi dziełami - podejrzewam, że to większość tego, na czym każą mi zawiesić uwagę - to zwyczajnie nie da się ich oglądać, czytać, słuchać. Tu rozumienie jest koniecznością, inaczej trzeba odwrócić wzrok. Inaczej to po prostu boli.

W nocy przeżywa się apogeum bezsilności. Dlaczego tak jest? Przynajmniej słowa jeszcze jako tako się mnie trzymają, niczym wierni przyjaciele. Czucie, rozumienie, wszelkie przejawy wrażliwości jak gdyby odpłynęły. Nic nie wydaje się wystarczająco ważne, by dłużej o tym myśleć. Przez głowę przepływają bezkształtne obrazy, zaćmione, niewyraźne cienie. Poszczególne wątki tego strumienia gubią chronologię. Chaos, bezsens, nic.

- to mówię ja, która żyję naprawdę, jeśli żyję jakąś silną namiętnością.

niedziela, 16 marca 2014

Podrywanie w barze

Znacie Czary mary Goka na wybiegu? Jest to popularne brytyjskie show jakich wiele, w którym prowadzący, jakiś gej-stylista oczywiście, masowo przemienia brzydkie, niemodne, zupełnie pozbawione pewności siebie kobiety w olśniewające, emanujące seksapilem diwy. W każdym odcinku ten sam scenariusz, identyczne momenty niepewności, kilka porażek, a potem wielki triumf. Nie wiem, w której serii Gok kazał im się rozbierać przed kamerą, ale w tej najnowszej występuje stały motyw wyrywania faceta w barze.

sobota, 15 marca 2014

Brak wyobraźni a początki

Jest tyle rzeczy, które mnie przerastają. Właściwie ten krąg chyba ciągle się powiększa.

Gdy się czegoś uczymy - życia, ludzi, języka - z początku stawiamy, jak nam się wydaje, największe kroki. Potem coraz mniejsze i mniejsze, aż w końcu poruszamy się bardzo pomału. W rzeczywistości jednak jest tak, że im dalej na danej ścieżce się znajdujemy, tym wyraźniej widzimy, jak wielki dystans przed nami, droga zaczyna się dłużyć i ciągnąć w nieskończoność. (W istocie, prawdopodobnie żadna z dróg się nie kończy). W ten właśnie sposób:

piątek, 14 marca 2014

Dzieciństwo


Po latach bajki ogląda się inaczej. Wydają się jeszcze piękniejsze.

czwartek, 13 marca 2014

il dolore

Do tej pory było tak, że nagły fizyczny ból skutecznie przesłaniał ten głębszy, ukryty we wnętrzu czaszki, a uciskający klatkę piersiową. Właśnie najzwyklejszy, krótkotrwały, fizyczny ból pozwalał na chwilę, nie mniej trudną, zapomnieć o tym dojmującym, niemal nieustannym.

Gdyby porównać ten wieczny ból do czegoś naturalnego, byłby niewysoką, pustynną roślinką, o lichych gałązkach, niezachwycającym kolorze ani kształcie, prawie niewidoczną ponad ziemią. Za to jej korzenie sięgałyby daleko w dół, rozrośnięte we wszystkich kierunkach w poszukiwaniu pożywienia, wysysające wodę do dna ziemi.

Moje problemy blakną przy problemach innych ludzi. Może dlatego, że sama nie znajduję dla nich też odpowiedniej szaty, która byłaby utkana z właściwych słów. Chyba powinny być najprostsze. Odpowiednie słowa jednak nigdy nie przychodzą na czas, niekiedy nie przychodzą wcale. Czasem ma się wrażenie, że takie słowa w ogóle nie istnieją.

środa, 12 marca 2014

Trzeba nam iść

Nie powinien Pan tedy, drogi Panie Kappus, lękać się, gdy wznosi się przed Panem smutek, tak wielki, jakiego Pan jeszcze nigdy nie widział, kiedy w Pana dłoniach i całym Pańskim działaniu drga niepokój, jak światło i cień chmur. Musi Pan myśleć, że coś się z Panem dzieje, że życie nie zapomniało o Panu, że trzyma Pana w ręku; nie pozwoli Panu upaść. Czemu chce Pan wykluczyć ze swojego życia jakiekolwiek zaniepokojenie, wszelki ból, wszelkie przygnębienie, skoro Pan nie wie, co wypracowują w Panu te stany?
- tak pisał Rilke do zmartwionego, młodego poety w 1904 r. Tonący brzytwy się chwyta. Próbuje pochwycić się czegokolwiek, byle szybciej, byle jeszcze jeden, choćby zduszony, haust powietrza. Może właśnie dlatego rzadko kiedy coś z tego wynika, bo rozprasza tonący swoją uwagę? Z drugiej strony panika nie pozwala mu myśleć racjonalnie, podobnie jak nie pozwala zaufać tylko jednemu rozwiązaniu, jeśli nie widać jego natychmiastowych efektów. A ja: czego szukam? czego oczekuję? czym jest ten niewypowiedziany brak?

wtorek, 11 marca 2014

Książki kontra ludzie

Książki są lepszymi towarzyszami niż ludzie.

Po pierwsze, one nigdy nie atakują, a jeśli nawet próbują, możesz ukrócić ten atak, powiedzieć żegnam i bez żadnego uciekania przez pół miasta lub chociaż za najbliższy róg - zatrzasnąć ją z szelestem kartek i hukiem okładki. Po drugie, Lektura nigdy nie zmienia nas na gorsze. Podczas gdy ludzie mają tendencję do prowadzenia, jeśli się im pozwoli, swych towarzyszy ku dobremu lub ku złemu, Książki wiodą nas po prostu w pewnym kierunku przed siebie, pozostawiając przy tym wiele wolności - są jak wyrozumiali nauczyciele. Wreszcie, ludzie wyśmiewają innych i zapominają o nich. Jeśli nawet czytelnik odnosi wrażenie, że Lektura kpi z jego niewiedzy, niedouczenia, jest to odczucie nieprawdziwe - można się o tym przekonać, wracając do niej po czasie. Poza tym Książka o nas nie zapomina, bywa raczej odwrotnie.

poniedziałek, 10 marca 2014

Być albo nie być

Dziś siedziałam w ciemnych, dusznych salach, próbując wyłowić spojrzeniem jak najwięcej złotego, popołudniowego blasku zza żaluzji. Nie był prawdziwy, stanowił światło odbite od olbrzymiej, szklanej ściany. Stanowił echo wszystkiego, za czym tęskni się tak bardzo po długiej nocy i sporej części dnia zmarnowanej na sen.

Śniły mi się dokładnie te same duszne i ciemne pomieszczenia, które, w przeciwieństwie do rzeczywistości, wypełniał teraz nieznośny hałas Rammsteina. Nieznośny o tyle, że spośród burzy niepokornych dźwięków próbowałam wydobyć słowa mistrza, który swym słabym głosem zmuszony był przekrzykiwać wściekły ton muzyki. Wreszcie się poddał. Okazało się, że to mój telefon dźwięczał. Że był podłączony do ogromnych głośników. Że nie potrafiłam nad nim zapanować. Tak, to była ta cienka granica między snem a jawą, budzik w telefonie przedostał się przez zamknięte powieki gdzieś daleko we mnie, przywdziewając szatę adekwatną do odgrywanej właśnie sztuki.

W każdym razie wciąż nałogowo sprawdzam maila w telefonie. Mistrz nie odpisuje.

+

Chciałabym bardzo znaleźć się w jakimś ciepłym miejscu, gdzie widać szeroki horyzont. Usiąść na skraju drogi na źdźble trawy, oprzeć się plecami o przydrożny, stary płot i wyciągnąć nogi. Mieć to niegasnące poczucie, że tą drogą w przeciągu kilku godzin nie przejdzie żywa dusza - i cieszyć się z tego! Wiedzieć, że nikt na mnie nie czeka, że nikt niczego teraz ode mnie nie chce, że to, ile będę tak siedzieć, zanurzając dłonie w trawie, zależy tylko ode mnie. Potem upić łyk chłodnej, niegazowanej wody i wybuchnąć głośnym śmiechem.

niedziela, 9 marca 2014

Garść sentymentów

Patrzcie państwo, nie potrafię pisać! Od dłuższego już czasu wygląda to tak, że siadam przed monitorem i (bardziej niż przed pustą kartką) nastaje w mojej przestrzeni wyobraźni cicha pustka. Może zmienię więc piosenkę, może wyciszę muzykę, może wezmę coś do picia, może... może napiszę później. Kiedyś było inaczej. Gdy w wieku trzynastu lat napisałam swą pierwszą i ostatnią powieść, polegało to na bardzo regularnym, bo codziennym, wieczornym zapełnianiu dwóch stron Worda.

Ale każdy akt tworzenia wynika z miłości. Wtedy też tak było - cokolwiek w sumie z tego wyszło, pisanie przychodziło mi z łatwością, bo był to swoisty kanał, którym przedostawało się do rzeczywistości uczucie.

Dziś jestem trochę z uczuć wyzuta. Nie potrafię tak entuzjastycznie, jak bym tego chciała, przeżywać muzyki, sztuki, poezji, literatury. Ludzi. Religii. Na co dzień więc reprezentuję sobą wszystko to, co najprzeciętniejsi z przeciętnych. Jak beznamiętnie zanurzamy się w tym, co przepływa obok nas każdego dnia.


Podniecające zostają już tylko ucieczki.
O ile oczywiście uciekamy samotnie.


sobota, 8 marca 2014

Lista od rzeczy

Na dobry początek zupełnie bezzasadna lista chaotycznych sądów, które za zadanie mają niejako charakteryzować podmiot mówiący na blogu. Charakteryzować fragment jego jestestwa w obecnym stanie.

  1. Bla bla bla. Jako że punkt pierwszy może zdominować kolejne, należy go pozostawić właśnie w tej formie.
  2. Bezzasadno to w zależności od potrzeb: mała wieś o typowo wschodnim zaściankowym klimacie, gdzie najmniejsza plotka sprawia dziką satysfakcję, gdzie można godzinami wędrować krętymi ścieżkami po okolicznych, górzystych terenach - albo nadmorska miejscowość z dzikimi plażami, na których wyje porywisty wiatr, a niebo zmienia barwę wodzie - albo średniej wielkości polskie miasto nocą, ciche, uśpione, gdzie temperatura grubo poniżej zera przegnała wszystkie dusze z wąskich ulic.
  3. Większość ludzi to idioci. Nawet jeżeli nie wydajesz się idiotą, znajdzie się idiota, który sprawi, że poczujesz się idiotą, poza tym zawsze znajdzie się też działka, na terenie której i tak będziesz kompletnym idiotą.
  4. Wydaje się, że jeżeli sobie wmawiamy, że jesteśmy rozumnymi ludźmi, to - to działa.
  5. Starsza, wymalowana kobieta z puszką prosząca entuzjastycznie o pieniądze na pieski budzi politowanie, tak samo starszy pan z widocznym wysiłkiem pchający prawie pusty wózek po zakupach budzi litość. Diametralnie różne są uczucia, jakie odczuwa się pomagając im - niepewność a radość.
  6. Jeśli pragniesz uciec od problemów, które stwarzają Ci inni ludzie, poczujesz namiastkę ulgi nawet po zakupie rumiankowego kremu do twarzy Green Pharmacy. Prawdopodobnie dzieje się tak przez skojarzenia z przyjemniejszym niż cywilizacja miejscem, jakie wywołują grafiki kwiatków, liści i takich tam.
  7. Gdy mistrz mówi jedno słowo, uczeń powinien odszukać przynajmniej trzy inne podobne. Bo gdy uczeń mówi jedno słowo, mistrz zna sto słów kontekstu.
  8. Odrzucenie zasad oznacza przecież przyjęcie pewnej reguły.
  9. Zawsze uważałam Dzień Kobiet za całkiem spoko.