Po pierwsze, one nigdy nie atakują, a jeśli nawet próbują, możesz ukrócić ten atak, powiedzieć żegnam i bez żadnego uciekania przez pół miasta lub chociaż za najbliższy róg - zatrzasnąć ją z szelestem kartek i hukiem okładki. Po drugie, Lektura nigdy nie zmienia nas na gorsze. Podczas gdy ludzie mają tendencję do prowadzenia, jeśli się im pozwoli, swych towarzyszy ku dobremu lub ku złemu, Książki wiodą nas po prostu w pewnym kierunku przed siebie, pozostawiając przy tym wiele wolności - są jak wyrozumiali nauczyciele. Wreszcie, ludzie wyśmiewają innych i zapominają o nich. Jeśli nawet czytelnik odnosi wrażenie, że Lektura kpi z jego niewiedzy, niedouczenia, jest to odczucie nieprawdziwe - można się o tym przekonać, wracając do niej po czasie. Poza tym Książka o nas nie zapomina, bywa raczej odwrotnie.
Jest jednak tak samo jak człowiek wymagająca.
Dziś nie potrafiłam sobie odmówić wizyty w antykwariacie. Bywają bowiem takie dni, gdy coś tajemniczego prowadzi moje kroki w tamto miejsce i pojawia się to nieodparte poczucie, że właśnie dziś natknę się na książkę, która odpowie na niewypowiedziane pytania. Znalazłam, już prawie straciwszy nadzieję, małą, cienką książeczkę wydaną przed trzydziestu laty, formatu kalendarza prawie kieszonkowego, w czarnej, twardej okładce z tajemniczym białym kwadratem na przedzie, chyba zamiast tytułu. Pierwsze zdanie, swą długością i złożonością tak idealnie wpisujące się w mój stereotyp niemieckojęzycznego pisarstwa, zabrzmiało jak najserdeczniejsze przywitanie po bardzo dobrym pierwszym wrażeniu.
U człowieka, który - wiemy o tym - istnieje już tylko jako „tak zwany”, a jako taki już nie, jedynie jako zapędzona przez ostatnie sześćdziesięciolecie mieszana istota, półssak, półurzędnik, rzuca się w oczy szczególnie jedna cecha, ta mianowicie, że obecnie, wspomagany przez technikę, wychodzi z mroków duszy, unaukowionej aż do podświadomości, na światło: jest to pęd do nieobecności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz