niedziela, 9 marca 2014

Garść sentymentów

Patrzcie państwo, nie potrafię pisać! Od dłuższego już czasu wygląda to tak, że siadam przed monitorem i (bardziej niż przed pustą kartką) nastaje w mojej przestrzeni wyobraźni cicha pustka. Może zmienię więc piosenkę, może wyciszę muzykę, może wezmę coś do picia, może... może napiszę później. Kiedyś było inaczej. Gdy w wieku trzynastu lat napisałam swą pierwszą i ostatnią powieść, polegało to na bardzo regularnym, bo codziennym, wieczornym zapełnianiu dwóch stron Worda.

Ale każdy akt tworzenia wynika z miłości. Wtedy też tak było - cokolwiek w sumie z tego wyszło, pisanie przychodziło mi z łatwością, bo był to swoisty kanał, którym przedostawało się do rzeczywistości uczucie.

Dziś jestem trochę z uczuć wyzuta. Nie potrafię tak entuzjastycznie, jak bym tego chciała, przeżywać muzyki, sztuki, poezji, literatury. Ludzi. Religii. Na co dzień więc reprezentuję sobą wszystko to, co najprzeciętniejsi z przeciętnych. Jak beznamiętnie zanurzamy się w tym, co przepływa obok nas każdego dnia.


Podniecające zostają już tylko ucieczki.
O ile oczywiście uciekamy samotnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz