środa, 23 kwietnia 2014
Bieszczady
No, słuchajcie, jestem tu. Gapię się na zieleniejące drzewa, stawiam krok za krokiem w wygodnych butach, a do tego słucham ćwierkania ptaków i nie myślę o niczym szczególnym. Przyjemnie się mija także stare, wiejskie chatki - dziwna nostalgia, tak na to patrzeć. Poza tym na koronie tamy na Solinie można poszukiwać najdogodniejszego miejsca do samobójczego skoku, jednak w tak sprzyjających warunkach przyrodniczych naprawdę trzeba być silnie zmotywowanym. Może dlatego większość nieszczęśliwców skaczących w dół tamy na twardy beton pochodzi właśnie stąd i z okolic. Gdyby przyjechali tu z daleka, zachwyciliby się. Głupio jest nawet pisać, że natura tutaj jest piękna. Wystarczy tylko patrzeć na nią i ten zachwyt odczuwać. Do tego absolutnie nie potrzeba używać marnych słów. Słowa na wietrze nie mają zresztą żadnego znaczenia.
piątek, 18 kwietnia 2014
Królestwo chaosu
Pisanie tutaj w oczywisty sposób zastępowało mi - sorry: zastępuje, zabrzmiało to jak nieoczekiwany epilog - jakąś formę wieczornej medytacji, modlitwy, wyciszenia, wyrzucenia z siebie nadmiaru myśli. Ostatnimi czasy, rekolekcje i tak dalej, próbowałam jednak, zamykając dzień, znów posługiwać się modlitwą. No, nieważne. Ale gdzie to się nie wędrowało myślami w tym roku! Zapanowało królestwo chaosu. Tak to jest, gdy działamy wbrew sobie, na przykład próbujemy przekonać się, że coś jest dla nas najlepsze, mimo że wcale tego nie czujemy. Cóż, nieistotne. Ale gdy się zabłądzi w wielkim, mrocznym lesie zbyt daleko - a jak wiemy, dróżkę jest zgubić nadspodziewanie łatwo - to tym trudniej się wydostać, chyba że po drzewach do góry. No więc tak próbowałam. Rzeczywiście, ten las był wielce trafną metaforą, bo i człowiek świruje, poddając się iluzjom, i brak mu powietrza, i czyha nań realne niebezpieczeństwo.
A tak już serio. Chciałabym znów siedzieć na skrzypiącym krześle, podjadać czekoladę z bakaliami i gapić się na ten mroczny las na ekranie. To oznacza, że chciałabym cofnąć czas o kilka miesięcy. Żeby niektóre rzeczy się nie wydarzyły, żeby wydarzyło się coś innego, żeby uniknąć niektórych ciosów i ogólnie wyczuć na czas niebezpieczeństwo, ale przede wszystkim po to, by skrępować hasające myśli i nie dać im się porwać gdzieś, skąd ciężko jest wrócić i być tą samą osobą co wcześniej. Z drugiej strony to naturalne, że się zmieniamy... Nieważne, nieważne. Źle mi, bo tak bardzo oddaliłam się od wspaniałego człowieka, który był mi remedium w momencie, gdy stwierdziłam, że nie wiem, gdzie iść. W cudowny sposób odmienił mi wtedy optykę. Zawdzięczałam mu odżycie, a to tuż zaraz za życiem, to coś bardzo ważnego. Powiedziałam kiedyś, że przewodnik, ale chodziło o kogoś więcej. Przewodnik tylko wskazuje drogę, można za nim podążać, ale sam może być kimś zupełnie przypadkowym, przeciętnym, nieważnym, nie musi stać się z miejsca wzorem. Kurde. To wszystko moja wina. Tak wszystko spieprzyć, pozwolić sobie dać w kość, bezwiednie dać się wykiwać. Żałosne, najżałośniejsze. A to akurat było cholernie ważne.
A tak już serio. Chciałabym znów siedzieć na skrzypiącym krześle, podjadać czekoladę z bakaliami i gapić się na ten mroczny las na ekranie. To oznacza, że chciałabym cofnąć czas o kilka miesięcy. Żeby niektóre rzeczy się nie wydarzyły, żeby wydarzyło się coś innego, żeby uniknąć niektórych ciosów i ogólnie wyczuć na czas niebezpieczeństwo, ale przede wszystkim po to, by skrępować hasające myśli i nie dać im się porwać gdzieś, skąd ciężko jest wrócić i być tą samą osobą co wcześniej. Z drugiej strony to naturalne, że się zmieniamy... Nieważne, nieważne. Źle mi, bo tak bardzo oddaliłam się od wspaniałego człowieka, który był mi remedium w momencie, gdy stwierdziłam, że nie wiem, gdzie iść. W cudowny sposób odmienił mi wtedy optykę. Zawdzięczałam mu odżycie, a to tuż zaraz za życiem, to coś bardzo ważnego. Powiedziałam kiedyś, że przewodnik, ale chodziło o kogoś więcej. Przewodnik tylko wskazuje drogę, można za nim podążać, ale sam może być kimś zupełnie przypadkowym, przeciętnym, nieważnym, nie musi stać się z miejsca wzorem. Kurde. To wszystko moja wina. Tak wszystko spieprzyć, pozwolić sobie dać w kość, bezwiednie dać się wykiwać. Żałosne, najżałośniejsze. A to akurat było cholernie ważne.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Wspomnienie
Niełatwo się mówi o religii. Zwłaszcza popijając dopiero pierwsze piwo, popalając te wyniszczające fajki w pomieszczeniu zduszonym dymem i zagłuszonym przez głośną muzykę, zerkając do tego na zegarek w oczekiwaniu na jakiś satanistyczny koncert. I nawet nie idzie o mówienie o religii, bo bardziej chodzi o mówienie o wierze. Ale o tym też się tak średnio da. Jest większy spokój, nie ma wiecznego strachu, że słowa pospadają z półki, na której się siedzi itd. Ale i tak z bezkształtnej masy nie wychodzi żaden konkretny kształt. Słucha się tych strasznych historii i nie ma nawet co na to rzec. Każdy ma swoje problemy, ale niektóre bledną. Przyznam jednak, że irracjonalne oddawanie swoich problemów przynosi ulgę. Pozostaje usilne wołanie gdzieś głęboko, na drugim planie, ukryte pod skórą, o zmiłowanie, o ulgę, gdy się słyszy, jak te historie mogą boleć. Ale co ja mogę?
niedziela, 6 kwietnia 2014
Bezzasadne próby zrozumienia
Płynąca woda przystosowuje swój kształt do koryta rzeki, jej nurt uzależniony jest od ukształtowania terenu, jednak mimo tych zmiennych nic nie oddziałuje na nią na stałe, bo w każdych warunkach potrafi się ostać, naturalnie poddać, jednocześnie nie ulegając, w swej zmienności nie posiadając stałych cech, które w jakiś sposób by ją ograniczały. Myślałam swego czasu, że kimś takim należałoby się stać - kimś w rodzaju wiecznego obserwatora, nigdy do końca niezaangażowanego, przez co niepodatnego na zranienie. Jest tu zapewne echo jakichś dalekowschodnich rozważań, nieważne.
W każdym razie moja religia mówi mi coś zupełnie innego. Trzeba codziennie walczyć, trzeba poświęcać życiu wraz z wszystkimi jego właściwościami sto procent uwagi, wystawiać się na strzały nieprzyjaciela, trzeba iść ciężką drogą krzyżową każdego dnia. To, jak Boga kocham, niewykonalne.
Ja tak naprawdę nie znam swojej religii. Albo wszystko pozapominałam. Słyszałam przez długie lata i długie godziny mnóstwo historii, ich tłumaczenia i interpretacje, zbiory zasad, zbiory przykazań, formuły modlitw - a dzisiaj nic nie pamiętam. Nie wiem, dlaczego nasz Bóg umarł za nas na krzyżu, dlaczego musiał nas odkupić, dlaczego to odkupienie jest tak ważnym elementem, dlaczego nie mogło być inaczej, nie można było o tym zapomnieć, zmienić zasad wielkiej gry, porzucić wszystko w niepamięć itd. Chętnie odpowiedziałabym sobie na pytanie, dlaczego tego wszystkiego, co działo się około początku naszej ery i wcześniej, nie potrafię rozpatrywać jako historii, a traktuję jako wyłącznie mit, legendę. Nie inaczej. A jak wiadomo, rzadko kiedy bywają one prawdziwe. Jestem więc na wskroś nowoczesnym niedowiarkiem.
Chciałabym jakoś inaczej. Co zrobić? Nauczyć się Biblii na pamięć? Ale co z tego. No właśnie.
W każdym razie moja religia mówi mi coś zupełnie innego. Trzeba codziennie walczyć, trzeba poświęcać życiu wraz z wszystkimi jego właściwościami sto procent uwagi, wystawiać się na strzały nieprzyjaciela, trzeba iść ciężką drogą krzyżową każdego dnia. To, jak Boga kocham, niewykonalne.
Ja tak naprawdę nie znam swojej religii. Albo wszystko pozapominałam. Słyszałam przez długie lata i długie godziny mnóstwo historii, ich tłumaczenia i interpretacje, zbiory zasad, zbiory przykazań, formuły modlitw - a dzisiaj nic nie pamiętam. Nie wiem, dlaczego nasz Bóg umarł za nas na krzyżu, dlaczego musiał nas odkupić, dlaczego to odkupienie jest tak ważnym elementem, dlaczego nie mogło być inaczej, nie można było o tym zapomnieć, zmienić zasad wielkiej gry, porzucić wszystko w niepamięć itd. Chętnie odpowiedziałabym sobie na pytanie, dlaczego tego wszystkiego, co działo się około początku naszej ery i wcześniej, nie potrafię rozpatrywać jako historii, a traktuję jako wyłącznie mit, legendę. Nie inaczej. A jak wiadomo, rzadko kiedy bywają one prawdziwe. Jestem więc na wskroś nowoczesnym niedowiarkiem.
Chciałabym jakoś inaczej. Co zrobić? Nauczyć się Biblii na pamięć? Ale co z tego. No właśnie.
czwartek, 3 kwietnia 2014
Hen!
Jadłam dziś trochę zbite penne z ostrym sosem vodka i ze szczyptą sera z wierzchu. Siedziałam po turecku na ławce za centrum handlowym. Ktoś z tyłu palił, a dym i ciepłe powietrze w połączeniu ze smakiem makaronu i pomidorów przypominały mi rzymski długi weekend.
Podoba mi się chłopiec z Ukrainy.
Ostatnimi czasy odrzuciłam pewien wewnętrzny imperatyw, który z góry określał mi najbliższe kilka lat, zakotwiczając mnie na dobre w moim mieście. Okazało się, że można o przyszłości myśleć inaczej, rozsupłując ciasny węzeł niegdysiejszych postanowień. Co więcej, okazało się to całkiem ożywcze.
Podoba mi się chłopiec z Ukrainy.
Ostatnimi czasy odrzuciłam pewien wewnętrzny imperatyw, który z góry określał mi najbliższe kilka lat, zakotwiczając mnie na dobre w moim mieście. Okazało się, że można o przyszłości myśleć inaczej, rozsupłując ciasny węzeł niegdysiejszych postanowień. Co więcej, okazało się to całkiem ożywcze.
środa, 2 kwietnia 2014
Wypalanie
Z drugiej strony jestem w dziewiątym roku numerologicznym i wszystko mi się w tym roku kończy, więc i nie warto zaczynać niczego konkretnego - powiedziałam, patrząc na nieśmiało różowe pączki kwiatów, które pomęczą się na tym świecie li tylko kilka tygodni. Potem zaciągnęłam się zachłannie papierosem, tak, jak zawsze lubiłam o tym czytać, trochę romantycznie, trochę teatralnie, bo i myśli były nieco poetyckie w swym domniemanym tragizmie. Za chwilę dodałam, uściślając: powoli wypalają się uczucia, które przed chwilą, czyli przed wrześniem, były jeszcze szalenie silne, a jeśli coś mi wpada w ręce, a wiele mi wpada, bo przy niczym nie mogę się dłużej zatrzymać, to niezwykle szybko przychodzi mi to porzucić.
To wszystko prawda, niestety. Nawet moje tajemnice powoli przestają się mnie trzymać. To, że mam długi język, to jedno - ale tylko dla przyjaciół. W sumie gdyby nie oni... to pewnie dni stałyby się nocami. Boże, jak znaleźć lekarstwo, które byłoby środkiem doraźnym o działaniu długotrwałej, intensywnej terapii?
To wszystko prawda, niestety. Nawet moje tajemnice powoli przestają się mnie trzymać. To, że mam długi język, to jedno - ale tylko dla przyjaciół. W sumie gdyby nie oni... to pewnie dni stałyby się nocami. Boże, jak znaleźć lekarstwo, które byłoby środkiem doraźnym o działaniu długotrwałej, intensywnej terapii?
wtorek, 1 kwietnia 2014
Czekam
Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam.W trudne dni czeka się bardzo na taką obietnicę. Zwłaszcza od kogoś zaufanego. Gdy już nie ma wyboru, to właśnie - czeka się.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)