niedziela, 6 kwietnia 2014

Bezzasadne próby zrozumienia

Płynąca woda przystosowuje swój kształt do koryta rzeki, jej nurt uzależniony jest od ukształtowania terenu, jednak mimo tych zmiennych nic nie oddziałuje na nią na stałe, bo w każdych warunkach potrafi się ostać, naturalnie poddać, jednocześnie nie ulegając, w swej zmienności nie posiadając stałych cech, które w jakiś sposób by ją ograniczały. Myślałam swego czasu, że kimś takim należałoby się stać - kimś w rodzaju wiecznego obserwatora, nigdy do końca niezaangażowanego, przez co niepodatnego na zranienie. Jest tu zapewne echo jakichś dalekowschodnich rozważań, nieważne.

W każdym razie moja religia mówi mi coś zupełnie innego. Trzeba codziennie walczyć, trzeba poświęcać życiu wraz z wszystkimi jego właściwościami sto procent uwagi, wystawiać się na strzały nieprzyjaciela, trzeba iść ciężką drogą krzyżową każdego dnia. To, jak Boga kocham, niewykonalne.

Ja tak naprawdę nie znam swojej religii. Albo wszystko pozapominałam. Słyszałam przez długie lata i długie godziny mnóstwo historii, ich tłumaczenia i interpretacje, zbiory zasad, zbiory przykazań, formuły modlitw - a dzisiaj nic nie pamiętam. Nie wiem, dlaczego nasz Bóg umarł za nas na krzyżu, dlaczego musiał nas odkupić, dlaczego to odkupienie jest tak ważnym elementem, dlaczego nie mogło być inaczej, nie można było o tym zapomnieć, zmienić zasad wielkiej gry, porzucić wszystko w niepamięć itd. Chętnie odpowiedziałabym sobie na pytanie, dlaczego tego wszystkiego, co działo się około początku naszej ery i wcześniej, nie potrafię rozpatrywać jako historii, a traktuję jako wyłącznie mit, legendę. Nie inaczej. A jak wiadomo, rzadko kiedy bywają one prawdziwe. Jestem więc na wskroś nowoczesnym niedowiarkiem.

Chciałabym jakoś inaczej. Co zrobić? Nauczyć się Biblii na pamięć? Ale co z tego. No właśnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz