Do tej pory było tak, że nagły fizyczny ból skutecznie przesłaniał ten głębszy, ukryty we wnętrzu czaszki, a uciskający klatkę piersiową. Właśnie najzwyklejszy, krótkotrwały, fizyczny ból pozwalał na chwilę, nie mniej trudną, zapomnieć o tym dojmującym, niemal nieustannym.
Gdyby porównać ten wieczny ból do czegoś naturalnego, byłby niewysoką, pustynną roślinką, o lichych gałązkach, niezachwycającym kolorze ani kształcie, prawie niewidoczną ponad ziemią. Za to jej korzenie sięgałyby daleko w dół, rozrośnięte we wszystkich kierunkach w poszukiwaniu pożywienia, wysysające wodę do dna ziemi.
Moje problemy blakną przy problemach innych ludzi. Może dlatego, że sama nie znajduję dla nich też odpowiedniej szaty, która byłaby utkana z właściwych słów. Chyba powinny być najprostsze. Odpowiednie słowa jednak nigdy nie przychodzą na czas, niekiedy nie przychodzą wcale. Czasem ma się wrażenie, że takie słowa w ogóle nie istnieją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz