wtorek, 18 marca 2014

Biologia wygrywa

Jednym z głównych pytań, z jakimi się borykam od dłuższego czasu, jest pytanie o świadomość i prawdziwość przeżywania. Okazuje się bowiem, że egzystencjalne zapaści, dekadenckie upadki ducha itd. bywają nie do zniesienia, nie pozwalają funkcjonować wśród ludzi, natomiast w kilka dni później po nich ani śladu. To znaczy, budzę się słonecznego dnia kilkadziesiąt godzin po tym, jak stwierdziłam, że od wszystkiego, czym się zajmuję, powinnam niechybnie uciec na zawsze - i nic. Wstaję, robię swoje, części jak zawsze nie robię, wewnętrzny hałas jest wyciszony, myśli są jasne i poukładane, mogę żyć. Śpię, bo jestem zmęczona, a nie dlatego, że chcę się od czegoś oderwać.

Im większa burza za mną, tym mniej pamiętam, na czym polegała. To jak: im większy ból mnie dopadł, tym mniej potrafię sobie potem wyobrazić to odczucie.


Uważam, że z biologią się nie wygra, można walczyć, ale w pewnym momencie rozumiesz, że może być tak, że to walka z samym sobą. Czyżby naprawdę hormony zmieniały wnętrze człowieka nie do poznania? To tak, jakby nagle zakładać soczewki, przez które świat wydawałby się zimny i nieprzystępny - a następnego dnia je wyjąć i dopuścić do siebie słońce. Tak to wygląda. Emocje opanowują człowieka, zalewają na amen. Jeśli jednak są (emocje czy hormony) organiczną cząstką mojej osoby, są mną jak moja ręka czy noga, ja za nie odpowiadam i nimi kieruję - to nic mnie nie opanowuje i nie zalewa, to ja jestem irracjonalna w pełni mych zachowań.

Zawsze z pobłażaniem słucham komentarzy o kobietach nie w sosie, które niewątpliwie mają okres, a właściwie zespół napięcia przed. Jako że przede wszystkim czuję się człowiekiem - jestem dzieckiem swojej ery - nie kobietą, nie studentem, nie katolikiem, nie nacjonalistą, rasistą, hipisem, nie kimkolwiek, tylko człowiekiem, to zawsze raziły mnie komentarze o kobietach, które są niezrównoważone, kapryśne, zmienne albo nie mają duszy. Jednak jest w tym ziarno prawdy. Coraz częściej nie zdaję sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje - im baczniej się sobie przyglądam oczywiście. Dopóki ignorowałam siebie, a zajmowałam się wszystkim, co mnie praktycznie nie dotyczy - w tym biologicznym sensie - nie zgłaszałam żadnych zażaleń.

Biologia wygrywa, nawet jeśli zwyczajnie chcesz mieć chłopaka czy dziewczynę, to oznacza po prostu, że właśnie staczasz nieudany pojedynek z tą potęgą rządzącą światem. Przynajmniej przegrywam z czymś wielkim.

+

Mądry facet powiedział niedawno, że myślnik to objaw niewątpliwej bezradności autora. Jakie to - - - - - - - - - - - - - - - - - - - prawdziwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz