Mam już trochę dosyć wiecznej interpretacji. O to się rozchodzi od dobrych kilku miesięcy bezpłodnego oglądania obrazków, czytania wierszyków, słuchania piosenek. Tym właśnie stają się dzieła wszelakie, jeśli nie zaszczycić ich rozumieniem. A jeśli są naprawdę wielkimi dziełami - podejrzewam, że to większość tego, na czym każą mi zawiesić uwagę - to zwyczajnie nie da się ich oglądać, czytać, słuchać. Tu rozumienie jest koniecznością, inaczej trzeba odwrócić wzrok. Inaczej to po prostu boli.
W nocy przeżywa się apogeum bezsilności. Dlaczego tak jest? Przynajmniej słowa jeszcze jako tako się mnie trzymają, niczym wierni przyjaciele. Czucie, rozumienie, wszelkie przejawy wrażliwości jak gdyby odpłynęły. Nic nie wydaje się wystarczająco ważne, by dłużej o tym myśleć. Przez głowę przepływają bezkształtne obrazy, zaćmione, niewyraźne cienie. Poszczególne wątki tego strumienia gubią chronologię. Chaos, bezsens, nic.
- to mówię ja, która żyję naprawdę, jeśli żyję jakąś silną namiętnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz