niedziela, 2 listopada 2014

Dlaczego faceci mówią o tęczy?

Coraz wyraźniej to widzę: dwie niesamowicie analogiczne sytuacje - druga połowa szkoły średniej, druga połowa studiów - dwóch chłopców. Na pierwszy rzut oka (i kolejny, i kolejny) zupełnie się od siebie różnili, inna szerokość geograficzna, inna kultura, inne warunki życia, zupełnie różne, jak by się zdawało, typy osobowości. Ale nie mogli być aż tak do siebie niepodobni, skoro w pewnym momencie czułam już, że rozmawiając z jednym, jestem tą osobą, którą byłam, rozmawiając z drugim - te same słowa, a bardziej odczucia, przy czym nie chodzi o to, że obydwu w jakiś sposób... miłowałam, a raczej, że stosowałam do obydwu, choć w różnym czasie, ten sam wzorzec zachowania. Czasem tak bywa i w bardziej prozaicznych sytuacjach, są pary ludzi do siebie tak podobnych w naszych oczach, że traktuje się ich tak samo - narzucają tę samą gębę, by tak rzec. To jeden z tych dziwnych mechanizmów, który upośledza moje życie.

W każdym razie - w pewnym momencie zlali mi się w jedno, archetyp chłopca, w którym jestem zakochana. Obydwoje mówili o tęczy i do tej pory nie wiem, czy to jakiś uniwersalny trik na podryw dziewczyny, czy naprawdę uchowała się w nich jakaś taka dziecięca wrażliwość na świat przyrody. Co ciekawe, jeśli to był jednak taki tani chwyt, to jednak mało skuteczny - tęcza kojarzy mi się raczej z gejostwem. (Co prawda, jest tam jakaś różnica w ilości kolorów, ale kogo to obchodzi.)

Za pierwszym razem, z tego, co pamiętam, nic na tę głupią tęczę nie powiedziałam, zaś już za drugim rzuciłam szczerze, z którym placem, w którym pięknym mieście naszego kraju mi się kojarzy. Nie wiedział, o co chodzi, ale i miał prawo nie wiedzieć. Uśmiechnął się tylko.  
- To i tak nie zmieni tego, że lubię tęczę.
Zaciągnął się papierosem. Dalej się uśmiechał. Oczami. (Wciąż o nim myślę.)


Podsumowując jałowo: dwa razy to samo. Jak to się mogło stać? Tak bardzo tego nie rozumiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz