Zauważyłam, że gdy coś mi wybitnie nie pójdzie (wyrżnę się na ulicy, przeżyję ogromny zawód miłosny, zbiję szklankę etc.), to całość uczuć, jakie mi przy tym towarzyszą, można zamknąć w takim przeciągłym, pełnym mieszaniny żalu, zażenowania i wyrzutu do siebie i świata zawołaniu:
choleraaaaa, nieeeee!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz