Ze snem bywa jeszcze dziwniej. Mogę spać kilkanaście godzin, mogę wstać po kilku. Często nie potrafię zasnąć do rana, słucham wtedy muzyki przez słuchawki i smucę się. Kiedy noc odbiera rzeczom kolory, znika gdzieś nadmiar bodźców i człowiek zostaje sam na sam ze swymi emocjami. Gdybyśmy mogli krzyczeć w nocy, byłyby to nasze najgłośniejsze wołania.
Wśród i wobec ludzi wszystko jest w porządku. Są najpotężniejszym bodźcem odwracającym moją uwagę od tego, co mnie boli. Jednak gdy tylko mam okazję, zbaczam na tory prowadzące ku smutnym myślom.
Najbardziej nie potrafię wybaczyć światu tego, że dał mi jeden konkretny znak: w dniu symbolizującym najpełniej Jego osobę, w miejscu, które w moich oczach związane jest z prawdą i z nadnaturalnym rozumieniem świata, dostałam - w dodatku od osoby, która jako żywo sama jest jakimś dziwnym znakiem, że istnieje coś więcej - symbol świata, z którego On pochodzi.
Nie rozumiem, dlaczego tak się stało, po co, w jakim celu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz