wtorek, 2 grudnia 2014

Gorzki posmak

Dziś kilka scen, tak zwanych faktów autentycznych, układających się w zadziwiająco spójną całość.

I   Nie wyrabiam się w czasie, trochę przeklinam, ale jadę, gdzie mam jechać. Na zewnątrz jestem opanowana, ale to tylko pozory, czuję wewnętrzne kołatanie, ale nie potrafię zlokalizować, co szwankuje. Ostatnio wszystko było już w miarę lepiej, spokojniej. Przed wejściem do budynku zapalam papierosa. Robię tak we wtorki. Tym razem jednak coś bardzo mi nie pasuję, niemal się dławię. Pierwszy raz potrafię nazwać smak dymu. Jest gorzki. Najzwyczajniej w świecie jest gorzki.

II   Koleżanka promienieje. Podnosi rękę i pokazuje pierścionek zaręczynowy. Ma bordowe kamienie w środku i srebrne kryształki wokół. Nie potrafię ich nazwać, nie znam się na tym. W każdym razie wzór ornamentu był zaprojektowany na podstawie jakiegoś ważnego elementu prywatnej literackiej mitologii zakochanych. Jest przeszczęśliwa. Wychodzę za mąż. Wychodzi w sierpniu. Mam wrażenie, że to za chwilę. A to jeszcze dobra chwila. Gratuluję jej: najwyższa pora, jak by to powiedziała moja babcia.

III   Później jadę autobusem. Jestem nieszczęśliwa i tak mi z tym głupio... Za szybą widzę wciąż żółto-niebieskie kompozycje - banery, reklamy, tablice informacyjne, ubrania, ciężarówki. To chyba najpopularniejsze, najbardziej oczywiste i oczojebne zestawienie kolorystyczne. O to nie mam do świata żalu. Ale przecież pojawiają się też słowa. A to nazwa miejscowości, a to imię. Czy nie byłoby bardziej miłosiernie ze strony świata, gdyby zostawił mnie w spokoju? Nie męczył? Nie narzucał się swoją wizualnością i ciągiem znaczeń? Trzeba mnie dobić? Dlaczego? Podobno miał być miłosierny. Ani w tę, ani w tamtą.

IV   Nic mnie nie cieszy, gdy szybkim krokiem idę z miejsca na miejsce. Myślę sobie, że okej, może to obiektywnie jest najlepszy czas na znalezienie sobie pary i ustanowienie nowego etapu życia, ale co z tego, że bardzo tego chcesz? Przecież jesteś taka nieporadna... I co że chciałabyś tego, co się standardowo powinno teraz potoczyć? Naprawdę myślisz, że poradziłabyś sobie z rolą narzeczonej, żony, pani domu, matki? Naprawdę w to wierzysz? Może niektórzy nie powinni tego dostąpić, by się nie zawieść... No tak, ale ja nawet na tym niższym etapie nie mam możliwości się sprawdzić. Nie mam szans sprawdzić się jako czyjaś dziewczyna. Na tym koło się zamyka. Wszystko to myślę sobie bardzo gorzko. A dalej: dlaczego one wszystkie mają bliskich facetów, ukochanych? Dlaczego są ludzie lepsi i gorsi, czytać: szczęśliwi i samotni. Świadomie upraszczam wszystko, jak leci. Nie jestem sobą. Dlatego, że jestem zakochana, kurwa, nieszczęśliwie.

V  Wracając do domu, zakładam się z samą sobą. Jeśli autobus, do którego muszę się przesiąść, ucieknie mi, to wstąpię do sklepu przy przystanku i kupię sobie coś na pocieszenie. Na co mam ochotę, jakieś krakersy i dopalacz, może jakaś bułka? Po czym trzeźwieję - serio? na pocieszenie, że ktoś jest szczęśliwy? To chore. Udaje mi się przesiąść bez pośpiechu do następnego autobusu. Będąc już prawie pod domem, idę za jakimś małym chłopaczkiem. Na oko podstawówka. Mały chłopaczek, a jednak cała poza, cała jego postać kreowana jest na dużego chłopca. Spora, sportowa kurtka poszerza mu górne partie ciała, które gibią się to w jedną, to w drugą stronę, taki to męski sposób chodzenia. Z zamyślenia moją uwagę wyrywa dobrze znany dźwięk. Chłopaczek zapala papierosa. Niespodziewanie mnie to szokuje i długo za nim patrzę, jak odchodzi. Czuję wciąż ten gorzki posmak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz