Jadłam dziś trochę zbite penne z ostrym sosem vodka i ze szczyptą sera z wierzchu. Siedziałam po turecku na ławce za centrum handlowym. Ktoś z tyłu palił, a dym i ciepłe powietrze w połączeniu ze smakiem makaronu i pomidorów przypominały mi rzymski długi weekend.
Podoba mi się chłopiec z Ukrainy.
Ostatnimi czasy odrzuciłam pewien wewnętrzny imperatyw, który z góry określał mi najbliższe kilka lat, zakotwiczając mnie na dobre w moim mieście. Okazało się, że można o przyszłości myśleć inaczej, rozsupłując ciasny węzeł niegdysiejszych postanowień. Co więcej, okazało się to całkiem ożywcze.
Jeśli niegdysiejsze postanowiena są kotwicą, która uparcie trzyma nas w miejscu, trzeba czem prędzej ją odciąć i ruszyć dalej w nieznane :)
OdpowiedzUsuńOtóż to!
Usuń